Ta część FotoKraju preferuje turystykę! Inne tematy znajdziesz poprzez menu FotoKraju z lewej strony!

6.10.09

Zwinger w Dreźnie



Zapraszam państwa na wycieczkę do Drezna. Zwinger - o tym pałacu prawie wszyscy słyszeli, chociaż nie wszyscy widzieli. Chciałbym państwu go trochę przybliżyć, bo jest tego wart. Pozatym ma związki z Polską, poprzez osobę elektora saskiego i równocześnie króla polskiego Augusta II Mocnego. Mało kto wie, że brama koronna, czyli najbardziej fotografowany fragment Zwingera zwieńczona jest wieżą z hełmem, na szczycie którego cztery polskie orły podtrzymują polską koronę. Poza tym Drezno leży tylko 100 km za granicą, czyli można tam szybki i bez problemu dojechać. Zapraszam państwa do Drezdna.

Zwinger w Dreźnie

Zwinger to piękny, barokowy kompleks budynków znajdujący się w centrum Drezna. Jest nie tylko rozpoznawalnym symbolem miasta, ale również jednym z najbardziej znanych zabytków Saksonii i całych Niemiec. Nazwa Zwinger pochodzi z położenia budynku, który został wciśnięty pomiędzy zewnętrznymi i wewnętrznymi murami obronnymi. To jest kompleks budynków zbudowanych z piaskowca na planie prostokąta. Posiada wewnętrzny dziedziniec a z zewnątrz otoczony jest galeriami, pawilonami i przepiękną bramą koronną. Budowla powstała na życzenie księcia elektora saskiego i króla Polski Augusta II Mocnego. Nadworny architekt królewski Mateusz Daniel Pöppelmann dostał zamówienie na budynek na wzór rzymskiego Colloseum, w którym mogłyby się odbywać różne dworskie uroczystości. Powstała drewniana budowla jako rodzaj amfiteatru. August Mocny w 1709 roku zmienia jednak swoje zamówienie i każe w tym miejscu zbudować oranżerię. W 1711 roku oranżeria zostaje rozbudowana o barokowy ogród, w którym stoi piękna fontanna z nimfami. W latach 1712-1716 powstaje salon matematyczno-fizyczny oraz pawilon francuski. W latach 1714-1718 zostaje zbudowana brama koronna. Jest znana i podziwiana na całym świecie. To jest najbardziej fotografowana budowla w całym Zwingerze. Stała się jego symbolem. Jest przedstawiana na widokówkach, jej zdjęcia są w różnych książkach. Każdy ją już na pewno gdzieś widział. Zbudowana została przez architekta Pöppelmanna a całość wspaniale upiększył rzeźbiarz Baltazar Premoser. Brama koronna w stylu włoskiego baroku łączy w sobie antyczne elementy łuku triumfalnego i bramy wjazdowej. Nad kolumnami znajduje się królewskie berło i skrzyżowane miecze a nad bramą jest herb Saksonii. Na bramie koronnej są postacie z mitologii greckiej. Jest tu Herkules oraz bogini Atena. Całość zwieńczona jest wieżą z hełmem, na szczycie którego cztery polskie orły podtrzymują polską koronę. Dach został wykonany z miedzi i jest pozłacany, co tylko potęguje wrażenie przepychu. Zwiedzanie Zwingera powinniśmy zacząć właśnie od bramy koronnej. Z lewej strony znajduje się francuski pawilon. To też jedna z piękniejszych budowli w Zwingerze. Jej ukoronowaniem jest figura Herkulesa, który niesie kulę ziemską. Obok niego są inne bóstwa z mitologii greckiej. Jest Zeus z Herą, jest Atena, Artemida i Parys. Jako Parys przedstawiony jest tutaj młody August Mocny. Na skroniach ma wieniec laurowy a w ręce zamiast jabłka trzyma polską koronę i zwraca się do Afrodyty. Idąc dalej po schodach dojdziemy do wspaniałej fontanny z kąpiącymi się nimfami. Jest to jedna z piękniejszych barokowych fontann. Wody wypływa z góry ze źródełka i spływa po stopniach ze sztucznego wodospadu do sadzawki na dole. Po bokach znajdują się nimfy i delfiny. W 1719 roku z okazji zaślubin następcy tronu Fryderyka Augusta z arcyksiężniczką Marią Józefą nastąpiło uroczyste otwarcie Zwingera. W czasie wojny siedmioletniej w 1760 roku Zwinger został po raz pierwszy uszkodzony i był używany jako miejsce parad przez pruską armię. Następne szkody powstały w latach 1806-1813 w czasie trwania wojen napoleońskich. W Zwingerze od strony Elby znajdował się tylko mur. W latach 1847-1854 znany architekt Gotfryd Semper (budowniczy m.in. opery w Dreźnie – Semperoper) zbudował od strony Elby w stylu renesansowym galerię. Od jego nazwiska została nazwana galerią Sempera. Po rewolucji w 1849 roku w Dreźnie zostały zniszczone opera oraz kilka pawilonów w Zwingerze. W następnych latach nastąpiła odbudowa i renowacja. W czasie II wojny światowej podczas nalotów na Drezno a zwłaszcza strasznego bombardowania w dniu 13 lutego 1945 roku Zwinger został prawie całkowicie zniszczony. Brama koronna spaliła się całkowicie. Po wojnie dużo ludzi zaangażowało się w jego odbudowę. W 1951 roku została odbudowana brama koronna a w 1963 roku ukończono odbudowę całości. W czasie powodzi stulecia w 2002 poziom Elby podniósł się na wysokość 9,40 m. Elba wylała a w zachodniej stronie miasta wylała druga rzeka Weißeritz. Obydwie zalały stare miasto z dwóch stron a dziedziniec Zwingera znalazł się pod wodą. Ratując dzieła sztuki umieszczono je w pośpiechu w piwnicy. Niestety woda wdarła się i tam. Po wielu dniach walki z żywiołem z dziedzińca została wypompowana woda. Dzisiaj wszytkie szkody zostały usunięte a Zwinger prezentuje się znowu ze swej najlepszej strony. Co jest warte obejrzenia w środku?. W galerii Sempera znajdują się obrazy starych mistrzów takich jak Rubens, Rembrandt, Rafael, Tycjan, Cranach czy Dürer. W jej drugim skrzydle znajduje się zbrojownia z kolekcją drogocennych zbroi i broni palnej. Wśród ponad 15 000 eksponatów warty zobaczenia jest płaszcz koronacyjny Augusta Mocnego. A jeśli już jego wspominamy to trzeba powiedzieć o porcelanie. Znajduje się tutaj jedna z największych kolekcji porcelany na świecie. Jest chińska porcelana z XV wieku no i przede wszystkim znana porcelana miśnieńska. Drezno to nie tylko Zwinger, jest tam dużo innych zabytków do zwiedzania. Na to miasto potrzeba kilku dni. Dlatego nie będę teraz tego wątku rozwijał a do tematu Drezna wrócę kiedyś w osobnym artykule. Jak tam dojechać? Do Drezna jedziemy autostradą A 4 w kierunku do Polski, na Zgorzelec. Zwinger znajduje się na Starym Mieście w samym centrum. Ponieważ na Starym Mieście jak w każdym innym mieście jest ciężko o parkingi, najlepiej auto zostawić gdzieś na przedmieściach a do centrum dojechać pociągiem lub autobusem. Aby dojechać do Zwingera jedziemy tramwajem nr. 1, 2, 4, 6, 8, 9, 11, 12 lub autobusem nr. 82 albo 94. Wysiadamy na przystanku Postplatz. Galeria Sempera z galerią starych mistrzów malarskich oraz zbrojownia są czynne od godz. 10-18. W poniedziałki nieczynne. Kolekcję porcelany możemy również zobaczyć w godz. 10-18. W poniedziałki kolekcja jest również nieczynna. Szczególnie piękny jest Zwinger w nocy, gdy jest podświetlony. Subtelna gra świateł ukazuje go z innej strony. Zwinger trzeba koniecznie zobaczyć, bo jest po prostu piękny.

To jest mój artykuł, który ukazał się w gazecie „Info&Tips” w Niemczech.
 
Opracowanie: Andrzej Czerwiński (Andy)

dodajdo.com

23.8.09

Pałac Charlottenburg w Berlinie


Chciałbym przybliżyć państwu piękny pałac w Berlinie. Z Polski do Berlina nie jest zbyt daleko, niektórzy jak np. mieszkańcy Wielkopolski mają 1-2 godzin jazdy do stolicy Niemiec. Berlin jest bardzo często odwiedzany przez polskich turystów, więc może warto byłoby tu zajrzeć.
To jest artykuł, który ukazał się dzisiaj 23.08.2009 w gazecie „Info&Tips” Nr. 34. To jest największa polska gazeta, jaka ukazuje się w Niemczech. Według wydawcy największa polska gazeta wydawana na Zachodzie Europy. Ja tam opisuję na zmianę polskie i niemieckie zabytki. Z serii „Jedź do Polski z Info&Tips ” oraz „Zwiedzaj Niemcy z Info&Tips” ukazało się już ponad 100 moich artykułów z moimi zdjęciami.
Prezentuję państwu pałac Charlottenburg w Berlinie.

Pałac Charlottenburg w Berlinie

Pałac Charlottenburg jest największą zachowaną rezydencją Hohenzollernów w Berlinie. W 1695 roku pruski książę elektor Fryderyk III kazał wybudować pałac w połowie drogi pomiędzy Berlinem a Poczdamem dla swej żony Zofii Charlotty. Pałac zaprojektował architekt Jan Arnold Nering w stylu włoskiego baroku. Budowa pałacu „Lietzenburg”, bo tak się początkowo nazywał trwała od 1695 do 1699 roku. 18 stycznia 1701 roku książę elektor Fryderyk koronuje się na króla w Prusach jako Fryderyk I. Po koronacji postanowił pałac rozbudować jako swą letnią rezydencję. Zadanie rozbudowy pałacu otrzymał architekt Eosander von Göthe. W 1705 roku umiera królowa Zofia Charlotta. W wyrazie hołdu dla zmarłej małżonki, król Fryderyk I postanawia pałac i okalający go ogród nazwać Charlottenburg. W latach 1709-1712 dokonano kolejnej rozbudowy pałacu. Wtedy założono charakterystyczną kopułę, która stała się jednym z symboli Berlina. Do pałacu Charlottenburg została zaplanowana wszystkim znana bursztynowa komnata. Zaprojektował ją rzeźbiarz i architekt Andreas Schlüter. Zbudować ją miał dla króla Fryderyka I duński mistrz bursztyniarski Gottfried Wolffram, który znajdował się na służbie u króla od 1701 roku. Jego usługi były jednak według króla Fryderyka zbyt drogie. W 1706 roku zadanie zbudowania bursztynowej komnaty otrzymali gdańscy złotnicy Ernest Schacht i Gottfried Turau. W 1712 roku wspomina się o pracy nad bursztynową komnatą, jednak w pałacu Charlottenburg nie została nigdy ukończona. Przypuszcza się, że została w końcu wbudowana do białej sali w zamku miejskim w Berlinie. W 1713 roku umiera król Fryderyk I. Następny król pruski Fryderyk Wilhelm I w 1716 roku podarował w końcu bursztynową komnatę carowi Piotrowi I Wielkiemu, który złożył wizytę w Prusach i był komnatą zachwycony. Już wtedy uważana była za ósmy cud świata. Fryderyk Wilhelm w pałacu nie mieszkał i używał go tylko do celów reprezentacyjnych. Tutaj podpisał w 1725 roku umowę z królem angielskim Jerzym I, w wyniku której do Prus zostało przyłączone księstwo Jülich-Kleve. Tutaj także podejmował latem 1728 roku polskiego króla Augusta II Mocnego. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy na tron wstąpił w 1740 roku Fryderyk II Wielki. Uczynił on z pałacu Charlottenburg swą rezydencję. Bardzo czuł się z tym pałacem związany, gdzie mieszkała jego babcia, królowa Zofia Charlotta. Na jego polecenie latem 1740 roku architekt Jerzy Wacław Knobelsdorff dobudował do pałacu nowe skrzydło. Dla króla Fryderyka Wielkiego i jego żony Elżbiety Krystyny urządził nowe apartamenty w stylu rokoko. Królowa tu jednak nigdy nie zamieszkała. Zbudowano wtedy także reprezentacyjną salę balową, złotą galerię oraz białą salę. W 1746 roku Fryderyk Wielki rozpoczął w Poczdamie budowę nowego pałacu Sanssouci i jego zainteresowanie pałacem Charlottenburg osłabło. W 1786 roku na tron wstąpił Fryderyk Wilhelm II. Zaraz zaplanował zmiany w ogrodzie pałacowym. Zaangażował do tego celu ogrodnika Jana Augusta Eyserbecka a architekt Karol Gotthard Langhans wybudował oranżerię. Powstał piękny ogród barokowym który łączy się z parkiem krajobrazowym o powierzchni 55 hektarów. Całość usytuowana jest na lewym brzegu Szprewy. Z polecenia króla w latach 1788-1799 do pałacu dobudowano teatr, w którym zaczęto grywać sztuki, które napisał Johann Wolfgang Goethe. W nowym skrzydle Fryderyk Wilhelm II nakazał urządzić dla siebie dwa mieszkania: letnie i zimowe. Obydwa zostały podczas II wojny światowej zniszczone. Następny król Fryderyk Wilhelm III używał pałacu Charlottenburg jako letnią rezydencję. Wraz ze swą małżonką, królową Luizą zamieszkiwali w apartamentach zbudowanych dla Fryderyka Wilhelma II. W czasie wojen napoleońskich król Fryderyk Wilhelm III przebywał na azylu, z którego powrócił w 1810 roku. Zaangażował natychmiast słynnego berlińskiego architekta Karola Fryderyka Schinkela, aby dla królowej Luizy zaprojektował i przebudował sypialnię. Jest to jedyne pomieszczenie z tego czasu, które zostało po II wojnie światowej odbudowane ze zniszczeń. 19 lipca 1810 roku zmarła nagle, darzona wielkim szacunkiem królowa Luiza. Król Fryderyk Wilhelm aby uczcić zmarłą, w ogrodzie pałacu Charlottenburg nakazał wybudować mauzoleum. Zaprojektował je Karol Fryderyk Schinkel a wybudował Henryk Gentz. Po śmierci Fryderyka Wilhelma III jego syn nakazał, aby go pochować obok królowej Luizy. W 1890 roku mauzoleum zostało przebudowane przez Alberta Geyera, aby można było dobudować tu groby dla cesarza Wilhelma I i jego małżonki cesarzowej Augusty. Za panowania króla Fryderyka Wilhelma IV w pałacu Charlottenburg przebudowano dla niego i jego małżonki królowej Elżbiety część apartamentów w stylu klasycystycznym. Król Fryderyk Wilhelm IV był ostatnim królem z rodu Hohenzollernów, który w pałacu kazał zbudować dla siebie własne mieszkanie. Po jego śmierci w 1861 roku w pałacu jako w swej wdowiej rezydencji zamieszkiwała królowa Elżbieta. Następca na tronie, cesarz Wilhelm I pałacem Charlottenburg nie interesował się w ogóle. Rok 1888 nazywany jest rokiem „trzech cesarzy”. 9 marca 1888 roku zmarł cesarz Wilhelm I. Na tron wstąpił jego śmiertelnie już chory syn, cesarz Fryderyk III, który po 99 dniach urzędowania zmarł 15 czerwca 1888 roku. W tym krótkim czasie zamieszkiwał w pałacu Charlottenburg. Podczas gdy w Poczdamie każdy król pruski zbudował dla siebie swój pałac, w Berlinie w pałacu Charlottenburg zamieszkiwali wszyscy władcy pruscy. Każdy z nich pałac przebudowywał dla siebie i w ten sposób po każdym pozostały tu ślady ich aktywności architektonicznej. W czasie II wojny światowej pałac Charlottenburg został mocno uszkodzony. Po 1945 roku w jego odbudowę zaangażowała się dyrektorka zarządu berlińskich pałaców Margarethe Kühn. Z jej inicjatywy na dziedzińcu honorowym pałacu ustawiono znowu w 1952 roku Pomnik Fryderyka Wilhelma I - Wielkiego Elektora (Große Kurfürst). W latach 2004-2006 pałac Charlottenburg był używany przez prezydenta Niemiec, gdyż w tym czasie trwał remont pałacu Bellevue, w którym normalnie urzęduje prezydent Niemiec. Pałac Charlottenburg jest jednym z symboli Berlina, więc będąc w stolicy Niemiec warto go zwiedzić. Pałac znajduje się w dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf.

Opracowanie: Andrzej Czerwiński (Andy)

dodajdo.com

18.8.09

Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach.

Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska.


Polecam ten Park wszystkim, którzy nie mają zbyt wiele czasu na wycieczki. Tutaj w ciągu kilku godzin można zobaczyć kilkadziesiąt miniatur pałaców, zamków, kościołów oraz klasztorów znajdujących się na terenie Dolnego Śląska.

W województwie Dolnośląskim niedaleko Śnieżki i Karpacza leży mała miejscowość Kowary. Znana była do tej pory z fabryki dywanów. Fabryka upadła, ale od kilku lat na terenie fabryki powstała nowa atrakcja turystyczna. W sierpniu 2003 został otwarty Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. Jego właścicielem jest pan Marian Piasecki. Przez ponad 25 lat pracował w Niemczech jako inżynier energii atomowej. Za zarobione pieniądze postanowił stworzyć Park Miniatur Zabytków. Ponieważ na Dolnym Śląsku jest bardzo dużo starych zamków, pałaców, kościołów i klasztorów, więc wybór był stosunkowo łatwy. W tej chwili w Parku znajduje się ponad 30 Miniaturowych Zabytków, a prace nad nowymi ciągle trwają. Miniatury są dokładnie odwzorowane w skali 1:25. Modele wykonane są z materiałów odpornych na warunki atmosferyczne. Oznacza to, że całe lato i jesień mogą stać na wolnym powietrzu w parku. Zimą prezentacja odbywa się w hali. Miniatury wykonane są bardzo dokładnie na podstawie setek zdjęć, a także zachowanych planów architektonicznych. Dzisiaj niektóre prawdziwe zabytki są lekko podniszczone, a miniatury pokazują je w latach świetności. Modele zostały wykonane z wielką starannością przez zdolnych absolwentów Szkoły Rzemiosł Artystycznych w Cieplicach. Niezapomnianym przeżyciem jest spacer w parku pomiędzy miniaturami. Można je fotografować z różnych stron. Wszystkie obiekty są podpisane. Przewodnik może nam na temat każdego zabytku opowiedzieć ciekawą historię. Oprowadzanie przez przewodnika może być w języku polskim, niemieckim lub angielskim. W hali znajduje się kawiarenka, gdzie można również nabyć różne książki, widokówki, pamiątki i inne materiały na temat Dolnego Śląska. Park jest czynny codziennie od godziny 9.00 – 18.00. Przy parku znajduje się bezpłatny parking. Do Kowar dojedziemy jadąc z Jeleniej Góry do Karpacza. Park Miniatur znajduje się w byłej fabryce dywanów zaraz za przystankiem PKS. Naprawdę warto tu wstąpić jadąc do Karpacza lub na Śnieżkę.

Opracowanie: Andy

dodajdo.com

20.7.09

Rydzyna

Zamek w Rydzynie wybudowano w XV wieku na sztucznej wyspie otoczonej fosą. Należał do Jana z Czerniny. W 1682 roku zamek wykupił Rafał Leszczyński herbu Wieniawa. W latach 1682-1695 przebudował zamek na barokową rezydencję. Kolejnym właścicielem został jego jedyny syn, Stanisław Leszczyński, król Polski. Sprowadził słynnego architekta Pompeo Ferrariego, który po raz kolejny przebudował zamek. Gdy Leszczyński musiał abdykować, kolejny król Polski August II Mocny najechał na Rydzynę i spalił rezydencję swego konkurenta do tronu polskiego. Potem August II kazał zamek odremontować i sam chętnie tu przebywał. Miał tu wszystko, co lubił: kochanki, beczki wina oraz tereny do polowań. Tu przyjmował posłów Piotra Wielkiego, tatarskiego chana oraz tureckiego sułtana. W 1738 roku Rydzynę kupił od ekskróla Stanisława Leszczyńskiego, Aleksander Józef Sułkowski.

Rydzyna położona jest 10 km na południowy-wschód od Leszna.

Z zamkiem tym związana jest jedna z najbardziej przerażających legend o Białej Damie. Kto ma słabe nerwy, niech lepiej dalej nie czyta.

Mieszkańcy Rydzyny obserwowali, jak z łąk i mokradeł wyłaniała się postać niewiasty, która ubrana była w powłóczystą, białą szatę. Zjawa maszerowała zawsze do zamku. Nazywana była Białą Damą. Raz w roku przychodziła z zaświatów do zamku, aby dowiedzieć się, czy jej kara i pokuta dobiegła końca. Nad kaplicą zamkową w pokoju wisi obraz tej kobiety. Według legendy to było wdowa po jednym z mieszkańców zamku. Samotna wdowa zapała wielką miłością do brata zmarłego męża. Był jednak jeden problem. Jej szwagier był… księdzem. Starała się, aby ksiądz mógł powrócić do stanu świeckiego, niestety bez powodzenia. Aby być bliżej swego ukochanego, sztyletem zabiła swym małych, dwóch synków. Ich ciała pochowała w pałacowym parku. Pan Bóg za ów straszny czyn ukarał ją nagłą śmiercią. Od tego czasu zaczęła się w zamku ukazywać ta pokutująca mara. Ludzie starali się o tej strasznej historii zapomnieć, jednak pokutująca mara pojawiała się co roku. Corocznie w nocy z 1 na 2 listopada pojawiała się ta zjawa. Nawet jeśli ktoś przebywał w zamku i nie znał tej historii, w tą noc nie mógł zasnąć. Ludzie jakby coś przeczuwali, w całym zamku zaczynał oddziaływać jakiś niespokojny duch. Obojętnie jaka była pogoda, nad zamkiem ukazywał się czarny obłok a w parku, mimo, że nie wiał wiatr, liście zaczynały drgać i szeleścić. Na krótko przed północą w kaplicy zaczynał się jakiś szum i łoskot, jakby ktoś przesuwał meble i nerwowo chodził. Gdy wybiła północ, drzwi od kaplicy się otwierały. Świece na ołtarzu same się zapalały. Przed ołtarzem w białej szacie klęczała kobieta z bolesnym obliczem. Grobowe zimno uderza wkoło i nagle ukazuje się kapłan w ornacie na mszę świętą. Ale cóż za okrutny widok. Ten kapłan jest kościotrupem. Jego głowa to trupia czaszka, kielich trzymają tylko kości. Przed nim w komżach idą dwa małe szkielety, jeden niesie mszał a drugi ampułki. Zaczyna się msza święta, kapłan gorąco się modli. Dwa małe szkielety mu odpowiadają, ale żaden głos od nich się nie wydostaje. Po mszy kapłan zasiada na krześle a do spowiedzi podchodzi widmo Białej Damy. Jak gorąco się modli, jak z żalem wyznaje swe grzechy. Jakie to straszne winy wyznaje, gdy po trupiej czaszce kapłana zaczyna spływać zimny pot. Ile westchnień i łez jest podczas tej spowiedzi. Dwa małe szkielety klęczą i modlą się, jakby wstawiając się za płaczącą kobietą. Zjawa mocno bije się w piersi, schyla głowę na znak żalu i skruchy. Powoli podnosi wzrok na kapłana i mówi: „Przebaczenia”. A kapłan grobowym głosem odpowiada: „Nie w tym roku jeszcze”. Widmo się pyta: „A kiedy, kiedy?” Lecz kapłan milcząc wskazuje na dwa małe szkielety klęczące przed ołtarzem. Nagle zjawy znikają, świece gasną, drzwi kaplicy się zamykają. Wielu, którzy widywali Białą Damę, uciekali z zamku przez okno na jej widok. Biała Dama miała pokazywać się na wiosnę w parku z naręczem kwitnącej czeremchy. Szukała do zmroku miejsca, gdzie pogrzebała ciała zabitych przez siebie dwóch synków. Rozrzucała w parku kwiat czeremchy, żałośnie wołając: „ To dla was synkowie, dla was”. Od pewnego czasu duch przestał się pokazywać. Są dwie wersje, dlaczego się to skończyło. Jedna wersja mówi, że gdy zamek spłonął w 1945 roku, mara pokutna spłonęła razem z zamkiem. Druga wersja mówi, że ponoć dawno temu do Rydzyny powrócił w sędziwym wieku ów kapłan. Odnalazł w parku drzewo, pod którym pochowane były ciała chłopców. Wydobył dwa szkielety i pogrzebał je po chrześcijańsku. Od tego czasu mara Białej Damy odzyskała spokój a jej grzech został odpuszczony. W tej chwili w zamku znajduje się luksusowy hotel, ale jest tu jeden pokój w którym żaden nie odważy się przenocować. Słychać jakieś jęki i żałosne westchnienia.

Opracowanie: Andy

dodajdo.com

8.7.09

Podróż statkiem na Renie na trasie Koblencja-Moguncja (Koblenz-Mainz)





Podróż statkiem na Renie na trasie Koblencja-Moguncja (Koblenz-Mainz)


Zapraszam dzisiaj państwa na wycieczkę statkiem „RheinEnergie” po Renie. Właściwie to katamaran a nie statek, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Ren to jedna z najdłuższych rzek w Europie o długości 1320 km, z tego niecałe 900 km przystosowane jest dla żeglugi statków. Wypływa z Alp w Szwajcarii, płynie przez Badenię-Wirtembergię, Hesję, Nadrenię-Palatynat, Westfalię i Holandię. Uchodzi do morza Północnego za Rotterdamem. Na południu rzeka tworzy naturalną granicę między Niemcami a Francją. Wybrałem się statkiem na wycieczkę z Koblencji (Koblenz) do Moguncji (Mainz). Dlaczego ten odcinek? Ktoś powie, że mogłem się wybrać z Kolonii (Köln) do Düsseldorfu lub z Koblencji do Kolonii. Zgadza się, jest więcej możliwości. Ale ten odcinek znałem już podróżując tędy z ICE. Niestety, pociąg jedzie zbyt szybko i ciężko robić zdjęcia. Wzdłuż Renu po obu brzegach prowadzą drogi krajowe B 9 oraz B 42. Równocześnie przy drogach na obydwu brzegach znajdują się linie kolejowe. Jazda pociągiem w tej okolicy to prawdziwa przyjemność, jest to chyba najpiękniejszy odcinek kolejowy w Niemczech. Jazda autem jest też przyjemna, pod warunkiem, że nie trzeba auta prowadzić. Jest wtedy czas, aby podziwiać widoki. Można się za to zatrzymać w dowolnym miejscu. Odległość pomiędzy Koblencją a Moguncją wynosi niecałe 100 km i na tym odcinku znajduje się około 40 zamków lub ich ruin. Wychodzi średnio co 2-3 km jakiś zamek albo ruiny. Najważniejszym czynnikiem, który zadecydował o tym, że wybrałem tą trasę jest to, że odcinek ten pomiędzy Koblencją a Bingen wraz z całym przybrzeżnym regionem w 2002 roku został wpisany na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO.

W 1689 roku król francuski Ludwik XIV rozpoczął wojnę spadkową w Palatynacie. Natychmiast zajął przynoszące spory dochód urzędy celne znajdujące się na Renie. Okoliczne zamki nakazał zburzyć i spalić. Tylko trzech nie udało się wojskom francuskim zdobyć: Marksburg, Rheinfels i twierdzę Ehrenbreitstein w Koblencji. Zobaczymy je podczas tej podróży. W 1815 roku Ren z okolicą przypadł do Prus. Naczelnym hasłem stało się wtedy powiedzenie „Odbudowa starej niemieckiej kultury budowlanej”. Odbudowano wtedy większość zniszczonych zamków leżących w dolinie Renu.

Po obu brzegach rzeki ustawione są widoczne z daleka białe tablice z kilometracją. Pełne kilometry oznaczone są całą cyfrą; np. Koblencja leży przy km 592. Co pół kilometra na tablicy jest czarny krzyż a co 100 metrów jest tablica z jedną cyfrą, symbolizującą kolejną setkę metrów. Cyfra 3 na drugim brzegu przy przystani w Koblenz informuje nas, że jesteśmy dokładnie przy km 592,3. Można w ten sposób oznaczyć dokładne położenie statku, miasta lub zamku. To może się przydać, gdy wspomnę o jakimś zamku a ktoś chce się wybrać w podróż autem nad brzegiem Renu. To tyle tytułem wprowadzenia.

Zaczynamy naszą podróż w Koblencji na przystani przy km 592,3. Przewoźnikiem ze statkami jest firma KD (Köln-Düsseldorf). Ma ona przy każdej przystani budki, gdzie można kupić bilety. Podróż zaczyna się o godz. 11.00. Za nami znajduje się Niemiecki Róg (Deutsches Eck) a na drugim brzegu znajduje się twierdza Ehrenbreitstein. Trochę dalej przy km 591,0 jest pałac w Koblencji. Nie będę tego tu szerzej omawiał, co jest w Koblencji, gdyż kiedyś wrócę do tego tematu i jeden artykuł poświęcę tylko na Koblencję. Po kilkunastu minutach naszej podróży przy km 585,2 znajduje się pałac Stolzenfels. Zbudowany w latach 1242-1259 przez arcybiskupa Trewiru (Trier) zamek Stolzenfels służył jako urząd celny do ściągania podatków. Podczas oblężenia Koblencji przez wojska francuskie w 1689 roku zamek został zdobyty i spalony. Ruiny zamku zostały w 1823 roku podarowane prze miasto Koblencję pruskiemu następcy tronu, późniejszemu królowi Wilhelmowi IV. Ten postanowił na ruinach zamku zbudować pałac, a zadanie do wykonania otrzymał znany architekt pruski Karol Fryderyk Schinkel. Król wydał tylko jedno polecenie. Odbudować tak, aby zachować wszystko, co się do tej pory zachowało. Schinkel postąpił zgodnie z królewskim zaleceniem, ale tylko od strony Renu. Wieża, dziedziniec i budynek od strony rzeki zostały zachowane. Od strony góry Schinkel zbudował pałac według własnego projektu. Powstała nowa brama i kaplica. Wnętrza pałacu zostały na nowo wyposażone, co sprawiło, że król Wilhelm ze swą rodziną tu często przebywał. Przy km 580,0 na górze wznosi się dumny zamek - Marksburg. Nazwę swą otrzymał od patrona mającego zamek w opiece - św. Marka Ewangelisty. Pod jego wezwaniem znajduje się kaplica mieszcząca się w najstarszej wieży. Pierwszy zamek zbudowany został ok. 1150 roku. W czasie swej długiej historii wielokrotnie był umacniany i przebudowywany. W 1479 roku zamek przechodzi pod panowanie hrabiów heskich. Wszystkie umocnienia, jakie były, wydawały się im jednak zbyt słabe. Postanowiono na wałach zainstalować armaty. Gdy w latach 1689-1692 wojska francuskie zniszczyły większość zamków, Marksburg pozostał niezdobyty. Nieuszkodzony został przejęty przez Prusy w 1866 roku. Mijamy Boppard i przy km 566,4 znajdziemy ruiny dwóch zamków sąsiadujących ze sobą. To ruiny Sterrenberg i Liebenstein a obydwa zamki nazywane są zwaśnieni bracia. Zamki graniczą ze sobą a mimo tego rozdzielone są wysokim murem granicznym. Według legendy na zamku Sterrenberg mieszkał rycerz, któremu zmarła małżonka w młodym wieku, zostawiając go z dwójką chłopców. Rycerzowi w prowadzeniu domostwa i wychowywaniu synów pomagała młoda służąca. Gdy chłopcy dorośli, to obaj się w niech zakochali. Ona wybrała młodszego z nich. Gdy zaczęła się wyprawa krzyżowa do Ziemi Świętej, młodszy z nich wybrał się na nią z innymi rycerzami. Ona wiernie na niego czekała. Po latach wrócił wreszcie ukochany na zamek. Przyprowadził ze sobą Greczynkę, którą poślubił będąc na wyprawie krzyżowej. Jego ojciec wybudował dla młodej pary nowy zamek obok swojego i nazwał go Liebenstein. Starszy z braci był bardzo oburzony niewiernością młodszego brata, który złamał słowo rycerskie. Postanowił pomiędzy obydwoma zamkami wznieść wysoki mur, aby nie patrzeć na wiarołomstwo brata. Ale pewnego dnia obydwaj bracia spotkali się przy kościele. Doszło między nimi do kłótni, zakończonej pojedynkiem na miecze. Odrzucona przez młodszego brata niewiasta chciała ich obu pogodzić i nadziała się na ich miecze ginąc na miejscu. Bracia zginęli także we wzajemnej walce. Staremu rycerzowi pękło serce z rozpaczy. Tyle legenda o zwaśnionych braciach. Fakty natomiast mówią coś innego, ale nie są już takie romantyczne, więc zostańmy przy legendzie. Na km 559,3 ujrzymy Burg Maus a przy km 555,7 Burg Katz, czyli zamki Myszy i Kota. Na innym brzegu przy St. Goar znajdziemy zamek Rheinfels, km 556,7. To jest trzeci zamek, którego nie zdobyły wojska francuskie w czasie wojny spadkowej w Palatynacie. Przy km 554,3 dopłyniemy do olbrzymiego bloku skalnego nazywanego Loreley. Chyba o żadnej skale nie śpiewano tyle pieśni. Co to jest Loreley? Ren w swym środkowym odcinku jest szeroki od 300 do 600 m. Jednak w tym miejscu na zakole zwęża się do 113 metrów i jest głęboki na 25 metrów. Jest to najwęższe miejsce środkowego Renu. Naprzeciw szybkiemu nurtowi rzeki ukazuje się wysoki na 132 metry blok skalny. Szybki nurt na zakręcie wypada z wirażu, kłębiąc się i tworząc niebezpieczne wiry. Ponieważ jest tu wąsko, więc jest to bardzo niebezpieczne miejsce dla żeglugi. Wiele statków i łodzi rybackich się tu rozbiło. Tam gdzie dzieją się niebezpieczne i tajemnicze rzeczy, tam szybko powstają legendy. I tak powstała legenda o syrence, która czesząc swe piękne włosy złotym grzebieniem, śpiewała wdzięcznym głosem i zwabiała tu żeglarzy. Ci zauroczeni jej śpiewem, wpatrywali się w piękną syrenkę, nie zauważając niebezpiecznych wirów i skał. Często kończyło się to zatonięciem albo roztrzaskaniem łodzi lub statku na skałach. Przed blokiem skalnym jest mała wysepka, na której jest umieszczony posąg małej syrenki. Skąd się wzięła nazwa Loreley? Słowo „ley” jest pochodzenia celtyckiego i znaczy skała lub kamień. „Lore” pochodzi ze staroniemieckiego i znaczy szemrać, szumieć, mruczeć. Nazwa powstała od silnego echa, które się tu aż siedmiokrotnie odbijało. Niestety dzisiaj przy hałasie komunikacyjnym jest to niemożliwe do usłyszenia. W 1930 roku najbardziej niebezpieczne skały wysadzono w powietrze. Przy km 550 miniemy zamek Gutenfels. Trochę dalej przy km 546,0 dopływamy do miejscowości Kaub. Tam na środku rzeki na maleńkiej wysepce stoi piękny zameczek. Nazywa się Pfalz co znaczy Palatynat. Wygląda jak kamienny okręt, który walczy z falami. Władający tą okolicą hrabiowie postanowili w tym miejscu utworzyć urząd celny, co przynosiło spory dochód. Najpierw zbudowano na wyspie wieżę, a w 1338 roku zbudowano zameczek. Posiada on ostry kamienny dziób „statku”, który wytrzymuje napór wody. W swej historii nigdy nie dostał się w nieprzyjacielskie ręce. W 1750 roku wzmocniono zewnętrzne mury a wieża i dachy otrzymały nowy wygląd, który do dzisiaj pozostał niezmieniony. Pomieszczenia wewnątrz zameczku są udostępnione do zwiedzania przez turystów. W zameczku znajduje się nawet mały wewnętrzny dziedziniec. Dopływamy do miasteczka Bacharach przy km 543,0. Widoczna jest wieża kościoła św. Mikołaja, dalej znajdują się ruiny kaplicy Wernera z 1287 roku. Powodem budowy kaplicy było zabójstwo małego chłopca o imieniu Werner, którego ciało znaleziono krótko przed Wielkanocą 1287 roku. Do kaplicy przez kilkaset lat przybywało dużo pielgrzymek. Nad nimi na zboczu góry stoi zamek Stahleck. Podczas wysadzania tego zamku kaplica została mocno uszkodzona. Potem góra osunęła się na kaplicę. Jej ruina stoi bez dachu i sklepienia. Na km 542 widzimy ruiny zamku Fürstenberg, a jadąc dalej mijamy co kilka km zamki Sooneck i Reichenstein. Przy km 530,3 tuż przed Bingen znajduje się ruina zamku Ehrenfels, a przed nim przy km 530,2 na wyspie stoi biała wieża. Jej nazwa to „Mysia Wieża”. Według legendy zbudować ją kazał arcybiskup z Moguncji o imieniu Hatto w celu pobierania cła rzecznego. Od chłopów pobierał ze zboża dziesięcinę. W tym celu zbudował w Moguncji olbrzymią stodołę. Pewnego razu z powodu suszy i nieurodzaju głodujący lud przyszedł do niego i prosił go o zboże na mąkę. Hatto obiecał im pomóc i posłał ich do swej stodoły. Tam kazał wszystkich zabarykadować a drewniany budynek własnoręcznie podpalił. Wszyscy ludzie zginęli w płomieniach, tylko myszy uciekając szparami uratowały się. Dotarły do jego pałacu i zjadły wszystko, co napotkały. Wtedy Hatto przypomniał sobie o wieży na wyspie. Myślał, że na środku rzeki schroni się i bezpiecznie przeczeka ten czas. Myszy przepłynęły jednak na wyspę i dotarły do wieży. Tam go zaatakowały i zjadły żywcem. Stąd wzięła się nazwa „Mysia Wieża”. Legenda podobna do tej o Popielu. Wieża rzeczywiście należała do setki lat do arcybiskupów Moguncji i była wykorzystywana jako urząd celny. W 1689 roku została spalona przez wojska francuskie. Została odbudowana w 1855 roku przez pruskiego króla, który użył jej jako stacji sygnałowej dla żeglugi rzecznej. Podczas pogłębiania koryta rzeki w 1974 roku wieża straciła swą funkcję i stoi tylko jako potwierdzenie legendy. W Bingen przy km 525 zobaczymy jeszcze zamek Klopp. Trochę dalej za Mysią Wieżą na drugim brzegu przed Rüdesheim na stokach winnic widoczny jest z daleka olbrzymi pomnik Germanii przy km 528,0. Symbolizuje zjednoczenie Niemiec i został zbudowany ze składek całego narodu uzbieranych w latach 1877-1883. Posąg Germanii wysoki jest na 10,5 m a cokół na którym stoi mierzy 25 m wysokości. Cokół udekorowany jest płaskorzeźbą z brązu, na której widnieje cesarz Wilhelm I, jego kanclerz Bismarck a także inni książęta oraz żołnierze. Prawie 200 postaci w naturalnej wielkości. Nasza podróż zbliża się powoli do końca. Jeszcze w miejscowości Oestrich przy km 518,1 mijamy drewniany dźwig rzeczny pochodzący z 1652 roku. Na km 511,0 mijamy miejscowość Eltville z pięknym książęcym zamkiem. Z daleka już widać z jednej strony brzegu Wiesbaden leżące przy km 503,0. Szykujmy się powoli do zakończenia podróży. Docieramy powoli do Moguncji leżącej na drugim brzegu przy km 500,0. Mijamy jeszcze stojący niedaleko brzegu pałac książęcy, w którym mieści się teraz muzeum rzymsko-germańskie. Moguncję omówię też kiedyś w osobnym artykule. Mijamy budynek krajowego parlamentu i wreszcie jest nasza przystań mieszcząca się przy km 498,0. Jesteśmy zgodnie z planem o 19.30 na miejscu, nasza podróż trwała dokładnie 8 i pół godziny. Najpiękniejsze widoki są na górnym pokładzie, można sobie samemu ustawić stolik i krzesła, gdzie się chce. Znajduje się tu również mały plac zabaw dla dzieci oraz bufet z napojami. Nasz statek pod pokładem posiada restaurację z klimatyzacją i wielkimi panoramicznymi oknami. Ile kosztuje taka przyjemność? Z Koblencji do Moguncji bilet kosztuje 46,50 Euro. Niby dużo na pierwszy rzut oka. Ale zrobiłem 95 km, co wychodzi średnio niecałe 50 Centów za km. Przy 8 i pół godzinach jazdy wyjdzie 5 Euro godzinę jazdy. Widoków i wrażeń doznanych nie zapomnimy nigdy. Nie trzeba się też od razu wybrać na ten cały odcinek. Można wybrać krótszą trasę z Koblencji do Boppard lub Bacharach albo do Bingen. Krótszy czas przejazdu, mniejsza cena ale wrażenia pozostaną. Wybierzmy krótszy odcinek na początek, ale w jedną stronę i na powrót. Zresztą statki, bo więcej ich kursuje zatrzymują się w przystaniach co kilka km, więc każdy znajdzie dla siebie odpowiednią propozycję. Polecam państwu taką wycieczkę po Renie.
Opracowanie: Andy

dodajdo.com

16.6.09

„Tati, to je ryba s nohami” czyli Polska Niemcy i Czechy na weekend.


Jaki camping wybrać aby odwiedzić trzy państwa w trzy dni oraz żeby było ciekawie? Odpowiedź dla Nas jest jedna: Liberec! Czeskie miasto położone w Górach Jizerskich. W mieście jest jeden camping przy ul. Letnej. Jest czysty i zadbany a przede wszystkim niedrogi. 4Os+sam+namiot= 425 k. Prysznice na monety [10k 5min]. Posiada również dużą i lość domków letniskowych do wynajęcia gdyby ktoś nie miał namiotu, a wiem ze słyszenia że są tacy, lub co gorsza tacy co wolą jakieś domki z zapaszkiem zimowego grzybka od prawdziwego kontaktu z naturą jaki daje tylko namiot. Cóż lamerzy turystyczni są wśród nas ;) Liberec wita Nas nawałnicą deszczu i gradu. Tak leje że nawet nawigacja się myli i kieruje nas pod tylną bramę - trzeba więc objechać. Namiot rozbijamy w przerwie między opadami spiesząc się bo już na horyzoncie następna czarna chmura. Nasza Quechua jest w tej chwili jedynym namiotem na campingu. Ten stan nie utrzymuje się jednak długo bo już jakaś czeska para podjeżdża autem i rozbija drugi namiot po czym znikają w środku na jakoś dziwnie długi czas ;) Jest też para z Holandii. Oboje na oko po jakieś 120 lat; weseli, uśmiechnięci i szczęśliwi że ich wypasione BMW przyciągnęło przyczepę Knaus do tak pięknego czeskiego campingu. W Libercu sztandarowym obiektem, który należy odwiedzić są baseny termalne. Namiot już stoi, tak więc jedziemy tam szybciutko. Jest to największe termalne kąpielisko w Czechach, zbudowane na terenie dawnej fabryki z 2poziomowym podziemnym parkingiem. Jest tu też całe miasteczko dla turystów ze sklepami, kinem 4D, lunaparkiem itp. Oprócz wielu różnych atrakcji wodnych jak np. sztuczny nurt, który wszystkich porywa, posiada też sztuczne tunele jaskiniowe z akwariami, w których pływają tropikalne ryby. Czesi widocznie pozazdrościli Węgrom kąpieliska jaskiniowego w Miskolcu, nawet im to wyszło chociaż wygląd sztucznych stalaktytów u sufitu budził mój uśmiech. Ranek budzi nas pięknym słońcem. Po gradowym lodzie, który pokrywał camping poprzedniego dnia nie ma śladu. Dziś w pięknym słońcu jedziemy sto km do Bastei. Nawigacja chce się popisać i wybiera skrót na Sebnitz. Te jej popisy kosztują nas 30 kilometrowym nadłożeniem drogi. Okazuje się, że w Sebnitz za mostem granicznym jest przekopany rów (kładą jakiś kabel?) i przez kilka dni przejście nieczynne. Sąsiednie przejście jest w rzeczywistości kładką dla pieszych, chociaż IGO pokazuje, że jest -a jakże, droga i most są, ale w budowie. IGO wyprzedziło czas, posiada mapy które dopiero będą aktualne może za rok. Bastei to niespotykany zabytek na skalę światową. Znowu nieznany w Polsce (jak np. Ipolytarnoc na Węgrzech), do tego stopnia, iż 300metrów od granicy niemieckiej polak obsługujący stację paliw zapytany jak tam najlepiej dojechać stwierdził że nie wie co to za miejsce a do Niemiec to się jeździ tylko po proszki do prania bo poza tym to już nie ma po co!!! Faktycznie chemię gospodarczą mają super, ale okazuje się że nie tylko. Bastei wita nas ogromną ilością turystów, kilkadziesiąt autokarów, tysiące aut. Coś takiego widywaliśmy pod Wenecją czy w Paryżu. Dwa duże parkingi pełne. Obsługa nie wpuszcza PKW (samochód osobowy) robiąc miejsce autobusom. Robią to wszystko- trzeba im przyznać sprawnie. Na szczęście jest trzeci parking- ogromny tyle ze 3 km dalej. Okazuje się jednak ( tu przydaje się mała znajomość niemieckiego) ze co 10 minut kursuje z niego do Bastei autobus (4euro Familienkarte hin und zurück bis 5 Personen ). Udało się! -stoimy na największym moście Bastei. Niesamowite uczucie: człowiek zawieszony nad przepaściami na moście z XVI wieku. Urwiska są niespotykane,ich wysokość przekracza 200m. W dole wije się wąska wstążka Elby. Wystarczy użyć wyobraźni by zobaczyć wojska protestantów, którzy rozłożyli ogromne katapulty w czasie wojny trzydziestoletniej i zaciekle atakują głazami o średnicy do 1metra mosty Bastei – jedyną drogę do twierdzy katolików: Neurathen. Kilka mostów wali się w przepaść.( dziś są tam stalowe kładki). Obrońcy mocno wspierani przez wojska papieskie leją gorącą smołę i wystrzeliwują deszcz kul i strzał na obsługę katapult. Ostatecznie twierdza została zdobyta i spalona. Wojna 30-sto letnia była najkrwawszą wojną religijną od czasu wypraw krzyżowych. Potwierdza to fakt że po jej zakończeniu ludność Europy zach. zmniejszyła się do około 50 % ! Była to wojna zainspirowana przez Watykan bojący się panicznie spadku wpływów do kasy papieskiej przez rozprzestrzeniający się protestantyzm, który nie chciał łożyć danin dla Rzymu. Uff... jak dobrze że mamy dziś Unię Europejską, a państwa wyznaniowe kończą się w Europie. Kolejny Nasz cel Zamek Konigstein staje się dla Nas nieosiągalny z powodu gigantycznego korka na wjeździe do miasta Konigstein. Pozostaje nam tylko włączyć kierunkowskaz i zawrócić na środku mostu przez Elbę. Tu zazdrościłem motocyklistom, którzy zręcznie przeciskali się między autami. Ci to pozwiedzają!Może kiedyś nadejdzie dzień że kupię jakieś fajne Moto i pojadę na jakąś wyprawę oczywiście z Agnieszką. Na koniec jeszcze o Libercu. Jest tu super ogród botaniczny, jakiego z pewnością nie mamy w Polsce. Największy w Czechach. To trzeba zobaczyć! Jest tu kilka pawilonów między innymi afrykański, australijski, amerykański płd i płn. Są też świetne akwaria morskie i najciekawsze wg mnie akwarium z żywym i uśmiechniętym zaprzeczeniem teorii kreacjonizmu ; rybami z nóżkami.Ich mimika sprawia wrażenie ciągle śmiejących się. Pochodzą z jakiegoś odizolowanego endemicznego jeziora Ameryki Południowej. Śmieją się pewnie bo ich Adam i Ewa nie mieli nóżek a im wyrosły – amen. Zadziwiające jest że podobne zwierzęta spotkaliśmy w Jaskini Postojna w Słowenii. Chociaż żyły na różnych krańcach ziemi wyewoluowały w podobny sposób z tym że w Postojnej są ślepe bo żyją w ciemności i oczka im zanikły. Ech chciałoby się zaśpiewać: ...zaprawdę powiadam Wam: ...oto Wielka Tajemnica ….Ewolucji! W ogrodzie można zakupić mięsożerne roślinki – podobno domowy terminator na muchy i komary. Obok ogrodu botanicznego znajduje się ZOO ale my z powodu tego że jesteśmy przeciwnikami zamykania ssaków w klatkach darujemy je sobie.

Region Liberec – Drezno to region, który powinno się zwiedzać co najmniej tydzień, a my mieliśmy tylko 3 dni tak więc na pewno tu wrócimy.

GPS:

camping Liberec -N 50st 46'39.85 E 15 02 16 16

Bastei - 50st58'00.35 14 03 55 50

ogród botaniczny - 50st46'42.86 15 04 32 00

AquaPark - 50st45'39.22 15 03 09 16

Konigstein - 50st55'18.20 14 02 51 37


opracowanie: tajo@vp.pl

dodajdo.com

12.6.09

W ten deszczowy weekend - do słonecznej Portugalii! (1996)

Zapraszam ... do słonecznej Portugalii ... 1996 roku!

dodajdo.com

Szukaj z FotoKrajem

Ładowanie...
FAIL (the browser should render some flash content, not this).

dziennik.pl - Podróże

LIFE - Travel LIFE

Galerie Internautów: Polska jest fajna - Wirtualna Polska

Aktywni:

Cud Gersona - hit!