Podróż statkiem na Renie na trasie Koblencja-Moguncja (Koblenz-Mainz)
Zapraszam dzisiaj państwa na wycieczkę statkiem „RheinEnergie” po Renie. Właściwie to katamaran a nie statek, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Ren to jedna z najdłuższych rzek w Europie o długości 1320 km, z tego niecałe 900 km przystosowane jest dla żeglugi statków. Wypływa z Alp w Szwajcarii, płynie przez Badenię-Wirtembergię, Hesję, Nadrenię-Palatynat, Westfalię i Holandię. Uchodzi do morza Północnego za Rotterdamem. Na południu rzeka tworzy naturalną granicę między Niemcami a Francją. Wybrałem się statkiem na wycieczkę z Koblencji (Koblenz) do Moguncji (Mainz). Dlaczego ten odcinek? Ktoś powie, że mogłem się wybrać z Kolonii (Köln) do Düsseldorfu lub z Koblencji do Kolonii. Zgadza się, jest więcej możliwości. Ale ten odcinek znałem już podróżując tędy z ICE. Niestety, pociąg jedzie zbyt szybko i ciężko robić zdjęcia. Wzdłuż Renu po obu brzegach prowadzą drogi krajowe B 9 oraz B 42. Równocześnie przy drogach na obydwu brzegach znajdują się linie kolejowe. Jazda pociągiem w tej okolicy to prawdziwa przyjemność, jest to chyba najpiękniejszy odcinek kolejowy w Niemczech. Jazda autem jest też przyjemna, pod warunkiem, że nie trzeba auta prowadzić. Jest wtedy czas, aby podziwiać widoki. Można się za to zatrzymać w dowolnym miejscu. Odległość pomiędzy Koblencją a Moguncją wynosi niecałe 100 km i na tym odcinku znajduje się około 40 zamków lub ich ruin. Wychodzi średnio co 2-3 km jakiś zamek albo ruiny. Najważniejszym czynnikiem, który zadecydował o tym, że wybrałem tą trasę jest to, że odcinek ten pomiędzy Koblencją a Bingen wraz z całym przybrzeżnym regionem w 2002 roku został wpisany na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO.
W 1689 roku król francuski Ludwik XIV rozpoczął wojnę spadkową w Palatynacie. Natychmiast zajął przynoszące spory dochód urzędy celne znajdujące się na Renie. Okoliczne zamki nakazał zburzyć i spalić. Tylko trzech nie udało się wojskom francuskim zdobyć: Marksburg, Rheinfels i twierdzę Ehrenbreitstein w Koblencji. Zobaczymy je podczas tej podróży. W 1815 roku Ren z okolicą przypadł do Prus. Naczelnym hasłem stało się wtedy powiedzenie „Odbudowa starej niemieckiej kultury budowlanej”. Odbudowano wtedy większość zniszczonych zamków leżących w dolinie Renu.
Po obu brzegach rzeki ustawione są widoczne z daleka białe tablice z kilometracją. Pełne kilometry oznaczone są całą cyfrą; np. Koblencja leży przy km 592. Co pół kilometra na tablicy jest czarny krzyż a co 100 metrów jest tablica z jedną cyfrą, symbolizującą kolejną setkę metrów. Cyfra 3 na drugim brzegu przy przystani w Koblenz informuje nas, że jesteśmy dokładnie przy km 592,3. Można w ten sposób oznaczyć dokładne położenie statku, miasta lub zamku. To może się przydać, gdy wspomnę o jakimś zamku a ktoś chce się wybrać w podróż autem nad brzegiem Renu. To tyle tytułem wprowadzenia.
Zaczynamy naszą podróż w Koblencji na przystani przy km 592,3. Przewoźnikiem ze statkami jest firma KD (Köln-Düsseldorf). Ma ona przy każdej przystani budki, gdzie można kupić bilety. Podróż zaczyna się o godz. 11.00. Za nami znajduje się Niemiecki Róg (Deutsches Eck) a na drugim brzegu znajduje się twierdza Ehrenbreitstein. Trochę dalej przy km 591,0 jest pałac w Koblencji. Nie będę tego tu szerzej omawiał, co jest w Koblencji, gdyż kiedyś wrócę do tego tematu i jeden artykuł poświęcę tylko na Koblencję. Po kilkunastu minutach naszej podróży przy km 585,2 znajduje się pałac Stolzenfels. Zbudowany w latach 1242-1259 przez arcybiskupa Trewiru (Trier) zamek Stolzenfels służył jako urząd celny do ściągania podatków. Podczas oblężenia Koblencji przez wojska francuskie w 1689 roku zamek został zdobyty i spalony. Ruiny zamku zostały w 1823 roku podarowane prze miasto Koblencję pruskiemu następcy tronu, późniejszemu królowi Wilhelmowi IV. Ten postanowił na ruinach zamku zbudować pałac, a zadanie do wykonania otrzymał znany architekt pruski Karol Fryderyk Schinkel. Król wydał tylko jedno polecenie. Odbudować tak, aby zachować wszystko, co się do tej pory zachowało. Schinkel postąpił zgodnie z królewskim zaleceniem, ale tylko od strony Renu. Wieża, dziedziniec i budynek od strony rzeki zostały zachowane. Od strony góry Schinkel zbudował pałac według własnego projektu. Powstała nowa brama i kaplica. Wnętrza pałacu zostały na nowo wyposażone, co sprawiło, że król Wilhelm ze swą rodziną tu często przebywał. Przy km 580,0 na górze wznosi się dumny zamek - Marksburg. Nazwę swą otrzymał od patrona mającego zamek w opiece - św. Marka Ewangelisty. Pod jego wezwaniem znajduje się kaplica mieszcząca się w najstarszej wieży. Pierwszy zamek zbudowany został ok. 1150 roku. W czasie swej długiej historii wielokrotnie był umacniany i przebudowywany. W 1479 roku zamek przechodzi pod panowanie hrabiów heskich. Wszystkie umocnienia, jakie były, wydawały się im jednak zbyt słabe. Postanowiono na wałach zainstalować armaty. Gdy w latach 1689-1692 wojska francuskie zniszczyły większość zamków, Marksburg pozostał niezdobyty. Nieuszkodzony został przejęty przez Prusy w 1866 roku. Mijamy Boppard i przy km 566,4 znajdziemy ruiny dwóch zamków sąsiadujących ze sobą. To ruiny Sterrenberg i Liebenstein a obydwa zamki nazywane są zwaśnieni bracia. Zamki graniczą ze sobą a mimo tego rozdzielone są wysokim murem granicznym. Według legendy na zamku Sterrenberg mieszkał rycerz, któremu zmarła małżonka w młodym wieku, zostawiając go z dwójką chłopców. Rycerzowi w prowadzeniu domostwa i wychowywaniu synów pomagała młoda służąca. Gdy chłopcy dorośli, to obaj się w niech zakochali. Ona wybrała młodszego z nich. Gdy zaczęła się wyprawa krzyżowa do Ziemi Świętej, młodszy z nich wybrał się na nią z innymi rycerzami. Ona wiernie na niego czekała. Po latach wrócił wreszcie ukochany na zamek. Przyprowadził ze sobą Greczynkę, którą poślubił będąc na wyprawie krzyżowej. Jego ojciec wybudował dla młodej pary nowy zamek obok swojego i nazwał go Liebenstein. Starszy z braci był bardzo oburzony niewiernością młodszego brata, który złamał słowo rycerskie. Postanowił pomiędzy obydwoma zamkami wznieść wysoki mur, aby nie patrzeć na wiarołomstwo brata. Ale pewnego dnia obydwaj bracia spotkali się przy kościele. Doszło między nimi do kłótni, zakończonej pojedynkiem na miecze. Odrzucona przez młodszego brata niewiasta chciała ich obu pogodzić i nadziała się na ich miecze ginąc na miejscu. Bracia zginęli także we wzajemnej walce. Staremu rycerzowi pękło serce z rozpaczy. Tyle legenda o zwaśnionych braciach. Fakty natomiast mówią coś innego, ale nie są już takie romantyczne, więc zostańmy przy legendzie. Na km 559,3 ujrzymy Burg Maus a przy km 555,7 Burg Katz, czyli zamki Myszy i Kota. Na innym brzegu przy St. Goar znajdziemy zamek Rheinfels, km 556,7. To jest trzeci zamek, którego nie zdobyły wojska francuskie w czasie wojny spadkowej w Palatynacie. Przy km 554,3 dopłyniemy do olbrzymiego bloku skalnego nazywanego Loreley. Chyba o żadnej skale nie śpiewano tyle pieśni. Co to jest Loreley? Ren w swym środkowym odcinku jest szeroki od 300 do 600 m. Jednak w tym miejscu na zakole zwęża się do 113 metrów i jest głęboki na 25 metrów. Jest to najwęższe miejsce środkowego Renu. Naprzeciw szybkiemu nurtowi rzeki ukazuje się wysoki na 132 metry blok skalny. Szybki nurt na zakręcie wypada z wirażu, kłębiąc się i tworząc niebezpieczne wiry. Ponieważ jest tu wąsko, więc jest to bardzo niebezpieczne miejsce dla żeglugi. Wiele statków i łodzi rybackich się tu rozbiło. Tam gdzie dzieją się niebezpieczne i tajemnicze rzeczy, tam szybko powstają legendy. I tak powstała legenda o syrence, która czesząc swe piękne włosy złotym grzebieniem, śpiewała wdzięcznym głosem i zwabiała tu żeglarzy. Ci zauroczeni jej śpiewem, wpatrywali się w piękną syrenkę, nie zauważając niebezpiecznych wirów i skał. Często kończyło się to zatonięciem albo roztrzaskaniem łodzi lub statku na skałach. Przed blokiem skalnym jest mała wysepka, na której jest umieszczony posąg małej syrenki. Skąd się wzięła nazwa Loreley? Słowo „ley” jest pochodzenia celtyckiego i znaczy skała lub kamień. „Lore” pochodzi ze staroniemieckiego i znaczy szemrać, szumieć, mruczeć. Nazwa powstała od silnego echa, które się tu aż siedmiokrotnie odbijało. Niestety dzisiaj przy hałasie komunikacyjnym jest to niemożliwe do usłyszenia. W 1930 roku najbardziej niebezpieczne skały wysadzono w powietrze. Przy km 550 miniemy zamek Gutenfels. Trochę dalej przy km 546,0 dopływamy do miejscowości Kaub. Tam na środku rzeki na maleńkiej wysepce stoi piękny zameczek. Nazywa się Pfalz co znaczy Palatynat. Wygląda jak kamienny okręt, który walczy z falami. Władający tą okolicą hrabiowie postanowili w tym miejscu utworzyć urząd celny, co przynosiło spory dochód. Najpierw zbudowano na wyspie wieżę, a w 1338 roku zbudowano zameczek. Posiada on ostry kamienny dziób „statku”, który wytrzymuje napór wody. W swej historii nigdy nie dostał się w nieprzyjacielskie ręce. W 1750 roku wzmocniono zewnętrzne mury a wieża i dachy otrzymały nowy wygląd, który do dzisiaj pozostał niezmieniony. Pomieszczenia wewnątrz zameczku są udostępnione do zwiedzania przez turystów. W zameczku znajduje się nawet mały wewnętrzny dziedziniec. Dopływamy do miasteczka Bacharach przy km 543,0. Widoczna jest wieża kościoła św. Mikołaja, dalej znajdują się ruiny kaplicy Wernera z 1287 roku. Powodem budowy kaplicy było zabójstwo małego chłopca o imieniu Werner, którego ciało znaleziono krótko przed Wielkanocą 1287 roku. Do kaplicy przez kilkaset lat przybywało dużo pielgrzymek. Nad nimi na zboczu góry stoi zamek Stahleck. Podczas wysadzania tego zamku kaplica została mocno uszkodzona. Potem góra osunęła się na kaplicę. Jej ruina stoi bez dachu i sklepienia. Na km 542 widzimy ruiny zamku Fürstenberg, a jadąc dalej mijamy co kilka km zamki Sooneck i Reichenstein. Przy km 530,3 tuż przed Bingen znajduje się ruina zamku Ehrenfels, a przed nim przy km 530,2 na wyspie stoi biała wieża. Jej nazwa to „Mysia Wieża”. Według legendy zbudować ją kazał arcybiskup z Moguncji o imieniu Hatto w celu pobierania cła rzecznego. Od chłopów pobierał ze zboża dziesięcinę. W tym celu zbudował w Moguncji olbrzymią stodołę. Pewnego razu z powodu suszy i nieurodzaju głodujący lud przyszedł do niego i prosił go o zboże na mąkę. Hatto obiecał im pomóc i posłał ich do swej stodoły. Tam kazał wszystkich zabarykadować a drewniany budynek własnoręcznie podpalił. Wszyscy ludzie zginęli w płomieniach, tylko myszy uciekając szparami uratowały się. Dotarły do jego pałacu i zjadły wszystko, co napotkały. Wtedy Hatto przypomniał sobie o wieży na wyspie. Myślał, że na środku rzeki schroni się i bezpiecznie przeczeka ten czas. Myszy przepłynęły jednak na wyspę i dotarły do wieży. Tam go zaatakowały i zjadły żywcem. Stąd wzięła się nazwa „Mysia Wieża”. Legenda podobna do tej o Popielu. Wieża rzeczywiście należała do setki lat do arcybiskupów Moguncji i była wykorzystywana jako urząd celny. W 1689 roku została spalona przez wojska francuskie. Została odbudowana w 1855 roku przez pruskiego króla, który użył jej jako stacji sygnałowej dla żeglugi rzecznej. Podczas pogłębiania koryta rzeki w 1974 roku wieża straciła swą funkcję i stoi tylko jako potwierdzenie legendy. W Bingen przy km 525 zobaczymy jeszcze zamek Klopp. Trochę dalej za Mysią Wieżą na drugim brzegu przed Rüdesheim na stokach winnic widoczny jest z daleka olbrzymi pomnik Germanii przy km 528,0. Symbolizuje zjednoczenie Niemiec i został zbudowany ze składek całego narodu uzbieranych w latach 1877-1883. Posąg Germanii wysoki jest na 10,5 m a cokół na którym stoi mierzy 25 m wysokości. Cokół udekorowany jest płaskorzeźbą z brązu, na której widnieje cesarz Wilhelm I, jego kanclerz Bismarck a także inni książęta oraz żołnierze. Prawie 200 postaci w naturalnej wielkości. Nasza podróż zbliża się powoli do końca. Jeszcze w miejscowości Oestrich przy km 518,1 mijamy drewniany dźwig rzeczny pochodzący z 1652 roku. Na km 511,0 mijamy miejscowość Eltville z pięknym książęcym zamkiem. Z daleka już widać z jednej strony brzegu Wiesbaden leżące przy km 503,0. Szykujmy się powoli do zakończenia podróży. Docieramy powoli do Moguncji leżącej na drugim brzegu przy km 500,0. Mijamy jeszcze stojący niedaleko brzegu pałac książęcy, w którym mieści się teraz muzeum rzymsko-germańskie. Moguncję omówię też kiedyś w osobnym artykule. Mijamy budynek krajowego parlamentu i wreszcie jest nasza przystań mieszcząca się przy km 498,0. Jesteśmy zgodnie z planem o 19.30 na miejscu, nasza podróż trwała dokładnie 8 i pół godziny. Najpiękniejsze widoki są na górnym pokładzie, można sobie samemu ustawić stolik i krzesła, gdzie się chce. Znajduje się tu również mały plac zabaw dla dzieci oraz bufet z napojami. Nasz statek pod pokładem posiada restaurację z klimatyzacją i wielkimi panoramicznymi oknami. Ile kosztuje taka przyjemność? Z Koblencji do Moguncji bilet kosztuje 46,50 Euro. Niby dużo na pierwszy rzut oka. Ale zrobiłem 95 km, co wychodzi średnio niecałe 50 Centów za km. Przy 8 i pół godzinach jazdy wyjdzie 5 Euro godzinę jazdy. Widoków i wrażeń doznanych nie zapomnimy nigdy. Nie trzeba się też od razu wybrać na ten cały odcinek. Można wybrać krótszą trasę z Koblencji do Boppard lub Bacharach albo do Bingen. Krótszy czas przejazdu, mniejsza cena ale wrażenia pozostaną. Wybierzmy krótszy odcinek na początek, ale w jedną stronę i na powrót. Zresztą statki, bo więcej ich kursuje zatrzymują się w przystaniach co kilka km, więc każdy znajdzie dla siebie odpowiednią propozycję. Polecam państwu taką wycieczkę po Renie.
Opracowanie: Andy